niedziela, 27 września 2015

Żyrandol po chińsku

Miałem w domu światełka :P które mi się nie podobały to postanowiłem zrobić sobie nowe :)
Najpierw było wykonanie, później pomysł :P Kilka dni przeglądałem Internety i spodobało mi się kilka wykonań to postanowiłem pójść na zakupy i zobaczyć co z tego wyjdzie.

Drewno - kawałeczek gałęzi impregnowanej
Lina - która zakupiłem wcześniej do wykonania drapaka dla Nymerii
Klej - Wikol aby wykonać klosze.
Butapren - aby podklejania wykończeń.
Balony - aby wykonać podstawę kloszy.
Włuczka - jako "budulec" kloszy.
Pędzelek - do kleju.
Kabel - 5 m / 0,75 mm
Żarówki - 2 x E14 / 220 V ledy
Ramki - na żarówki E14 x 2

Pracę rozpocząłem od wykonania "wieszaka" czy statywu możecie sobie to nazwać jak checie. Aby tego dokonać znalazłem odpowiedni kawałek drzewa wykonałem małe nawierty, oraz rowek na przeprowadzenie kabla.




Dalej trzeba było wykombinować jak najelpiej usadowić żarówki aby optymalnie rozłożyć światło.



Jak widzicie do połączenia kawałków układanki użyłem tego samego sznura który posłużył mi za uchwyt. Zaczepy wykonałem na węzłach. Pozostała najtrudniejsza cześć zabawy czyli wykonanie kloszy.
Nadmuchałem balony , posmarowałem je olejem roślinnym (tak radzono w poradnikach , miało to pomóc w osadzaniu włuczki - niech szlag tę poradę bo po tłustym balonie sznureczki uciekały przed moimi palcami).
Powiesiłem sobie kij od szczotki ( albo całą szczotkę już nie pamiętam :P ) między dwoma krzesłami , przywiązałem balony i rozpocząłem produkcję kloszy. Najpierw próbowałem smarować włóczkę klejem za pomocą pędzelka, ale szybko zdałęm sobie sprawę z niskiej skuteczności tej metody. Wzłałęm kieliszek po Smirnoffie nalałem do niego kleju i zacząłem moczyć włóczkę w nim i rozkładać na balonie :)


  
Po bagatela około 2,5 godzinach klosze były gotowe. Teraz tylko poczekać aż wychną , zaczepić je o wcześniej wykonaną podstawę i żyrandol prawie gotowy.
Pozwoliłem kloszom na trochę mniej niż 24 godziny schnięcia. Przebiłem balony wyciągnałem je przez wycięte od góry otwory które jednocześnie posłużą do wpuszczenia do środka żarówek.




Tak prezentuje się całość :) Szczyt techniki to zdecydowanie nie jest , ale satysfakcja z tego że zrobiłęm sobie to sam jest niepojęta :) 

Całość kosztowała mnie około 70 zł razem z żarówkami LED, oraz jakies 4 godziny pracy. 
 

sobota, 26 września 2015

Fort Zachodni


Fort Zachodni to niewątpliwie jedna z kilku militarnych atrakcji Świnoujścia, jednak chyba najbardziej widowiskowa. Odwiedziliśmy to miejsce podczas aktywnych wakacji, udając się bez większego entuzjazmu , a tu wielkie zaskoczenie ...
Polecam każdemu kto lubi fortyfikacje. Aby dostać się do środka trzeba zapłacić, ale jak się okazuje nie tylko za pobieganie po urbexe, w cenie biletu jest zwiedzanie muzeum którego zbiory też robią wrażenie. Ch.
Mała pigułka historyczna: Budowla wyszła spod rąk pruskich w latach 1856 - 1861  (inne źródła podają 1843 - 1863). Fort Zachodni otoczony został wałami obronnymi i fosą. Wzdłuż całego fortu ciągnie się taras artyleryjski, na którym stacjonowało 7 ciężkich dział, a w podziemiach znajdowały się kazamaty z magazynami amunicyjnymi.
Przed I wojną Światową w forcie stacjonowała bateria 4 ciężkich dział nadbrzeżnych kalibru 210 mm dozbrojona w działa polowe, karabiny maszynowe i moździerze. Po I wojnie światowej fort rozbrojono. W okresie międzywojennym wybudowano na północnym wale ziemnym stanowiska i zainstalowano 4 działa nadbrzeżne kalibru 150 mm. W 1941 roku wzniesiono charakterystyczny 3-piętrowy betonowy bunkier dowodzenia ze stanowiskiem dalmierza, pomieszczeniami technicznymi, socjalnymi i łączności. Pod koniec 1945 Rosjanie zbudowali w centrum i na dwóch krańcach fortu betonowe bunkry dla stacjonujących tu później armat nadbrzeżnych kalibru 127 mm. Na początku 1945 roku fort wziął udział w ostrzeliwaniu celów lądowych oraz lotniczych, po czym jego obsługa zniszczyła działa i ewakuowała się okrętem na zachód.
Po wojnie fort wykorzystywany był przez sowiecką marynarkę, a w 1962 roku został on przekazany miastu. W kolejnych latach był on wykorzystywany jako magazyn i ulegał niszczeniu i dewastacji, aż do roku 2001, kiedy to wydzierżawiony został Stowarzyszeniu Miłośników Fortyfikacji Reduta. ( część ww. tekstu zaczerpnięta ze strony http://www.ruszajwdroge.pl )

























piątek, 25 września 2015

Rekordy i cele

Oczywiście mowa o sportowych rekordach i celach :)
Moje rowerowe cele na ten rok były dość skromne , a jeszcze bardziej okrojone przez dwie awarie sprzętu.
Rowerowej 100 jednak nie popuściłem, a jeszcze chciałem aby 100 nie była taka normalna :) Minimalnie 1 km przewyższeń i najfajnie abym dojechał gdzieś gdzie jeszcze rowerem nie byłem :)
Padło na Czeskie miasteczko Harrahov i pokręcenie się po okolicy :)
Wszystko tego dnia było by okej , gdyby nie 32 stopniowy upał, zabrałe dużo picia - własnego izotonika wyprodukowanego z połączenia wody z miodem, cytryną oraz solą, dwa banany, dwa musli. Do tego mokry ręczniczek z żelem chłodzącym i ruszyłem w drogę . Przekraczając granicę Polsko-Czeską w Jakuszycach celnicy powiedzieli że mam nie jechać bo upał dziś zabja :P
Nie posłuchałem ich i tym sposobem zrobiłem niezwykłe 100 km z ponad kilometrowym przewyższeniem , oraz kosmicznie wysoką temperaturą powietrza :)




I przyszedł czas na jakieś inne rekordy które padały jeden za drugim. Biegowe osiągnięcia są co raz lepsze. Pamiętam pierwszy bieg 6 stycznia do którego nawet nie użyłem Endomondo, i kolejne gdzie 2,5 km robiłem w 20 min :P 21 kwietnia przeskoczyłem magiczną barierę 5 km biegając w innych zupełnie warunkach bo na Majorce. 13 maja padła "dycha" oba dystanse przebiegałem ze średnią około 6 min na kilometr. 29 czerwca oficjalnie padła "ćwiartka" 6 sierpnia natomiast 15 km.
28 sierpnia pochyliłem głowę przed "połówką" z czasem 2:04:29 :)

   


Przedemną na pewno maraton :)
Ale wcześniej Bieg Niepodległości na 10 min w JG (który chciałbym skończyć w pierwszej 100), może jeszcze Bieg Mikołajów.

Ale najważniejszym celem do zrealizowania jest dla mnie IronMan, postanowiłem zostać człowiekiem z żelaza do 40 roku życia. Teoretycznie zostało mi 6 lat na dokonanie tego. Cel bardzo odległy, bo mam przedewszystkim braki w pływaniu, ale zobaczymy jak będzie.
Na pewno wcześniej wystartuje w jakimś duathlonie, a później nie długim triathlonie aby oswoić się z takimi wysiłkami.

A tutaj takie podsumowanka :) :

 

czwartek, 24 września 2015

Pędzące Żółwie

I to też stać się musiało kiedyś :) Każdy "szpotlok" czyli po mojemu amatorski biegacz, powinien mieć grupę dopingujących ludzi :) To się ponoć nazywa team , drużyna itd :) Przed sobotnim pierwszym dla mnie ParkRun w JG , zerknałem na listy z wynikami i jakoś nie zapamiętałem wyników ale nazwę teamu która bardzo utkwiła mi w głowie. Zacząłem szukać jakiś www amatorskich grup biegowych w JG i okolicach i o dziwo po za moją wieczorną inicjatywą biegową czyli JGA Biega , oraz przedstawicielami zabieganych ( sklep dla biegaczy w JG ) nie znalazłem niczego innego.
Moi znajomi w rodzinnych stronach mają bardzo dobrze prosperującą grupę biegową, zawsze chciałęm tak zoorganizować tu ludzi. W pojedynkę to nie łatwe do dzwignięcia, ale przyączenie się do istniejącej fajnej drużyny i rozwijanie jej szeregów było lepszym pomysłem :)

I tak pojawili się ONI Pędzące Żółwie :) oczarowali mnie nazwą, logiem oraz kawałkiem tekstu ze swojej strony www opisującej powstanie klubu i nazwy :

"Pamiętam, że na jednym z biegów wspólnie z tatą stwierdziliśmy, że fajnie byłoby założyć jakiś własny, jajcarski klub biegowy. Jako, że nasze wyniki i czasy pozostawiały wiele do życzenia, stwierdziliśmy, że nazwa naszego klubu powinna być wyjątkowa. Chcieliśmy stworzyć coś śmiesznego, co będzie dobrze obrazowało nasze luźne podejście do biegania i dobrze oddającego nasze mierne wyniki w poszczególnych imprezach biegowych. Tak też powstała nazwa Pędzące Żółwie. "
Napisałem czy mimo faktu że w zasadzie klub jest mazowiecki dałoby się coś załatwić efekt - po dwóch dniach zasiliłem szeregi PŻ :)

niedziela, 20 września 2015

Usrałem sobie zawody !

Tak usrałem sobie zawody biegowe jeszcze w tym roku :) tak już mam że jak już nic się nie dzieje to ja zawsze coś muszę sobie znaleść. Taki typ człowieka :)
Z tego co wyczytałem moje kochane miasto JG będzie urządzać bieg niepodległości.
Takie nie trudne 10 km, to sobie pobiegnę a co ! Dla ciekawych : http://www.superbieg.pl/index.php?page=strona-glowna-3
Po za tym miasto Świeradów Zdrój oraz SkiSun organizują bieg na Stóg Izerski, technicznie to trochę trudna impreza ale może :) kto wie. Dla ciekawych : http://swieradowbiega.pl/
Więc mam nadzieje mieć swoje pierwsze biegowe medale :) Trzymajcie za mnie kciuki.
Szalom !

sobota, 19 września 2015

ParkRun - Jelenia Góra

ParkRun - godna polecenia inicjatywa biegowa każdemu kto lubi biegać. Nie ma zawodów, nie ma wyśmiewania jest fajna atmosfera :) Przynajmniej u nas w JG. Trafiłem tu przypadkiem , jak to zwykle bywa :) Znakomy Tomek ( dzięki ) zadzwonił we czwartek do mnie , opowiada mi o całości i mówi zarejestruj się w sobotę rano widzę Ciebie przed 9 rano w parku Kościuszki przy profilu geologicznym.
I koniec klamka zapadła :) No to wykonałem polecenie , dokonałem rejestracji, wydrukowałem kody kreskowe. W sobotę stawiłem się na miejsce :) Pobiegałem, poznałem fajnych ludzi :) wielki pozytyw.
Klasyczną 5 ukończyłem 3 open i 1 w swojej kategorii wiekowej. I na pewno nie był to mój ostatni udział w ParkRunie.  Dla zainteresowanych kilka potrzebnych linków:
http://www.parkrun.pl/jeleniagora/  - profil JG na polskiej odsłonie park run.
http://www.parkrun.com/ - ofcjalna strona
http://www.parkrun.pl/rejestracja/form/ - formularz rejestracji
https://www.facebook.com/parkrun-Jelenia-Góra-384996328339189 - profil PR JG na facebooku
https://www.endomondo.com/teams/24940331  - grupa na portalu endomondo

Zapraszamy wszystkich biegaczy !
Szalom !

sobota, 5 września 2015

Eurotrip czyli skoki na bungie

I nic zupełnie nic by w tym dziwnego nie było gdyby nie fakt że to trzy najwyższe miejsca skoków w europie oraz że aby odwiedzieć je pokonaliśmy 1100 km w jedną stronę :)
Dla mnie to kolejny spontaniczny wyjazd, zaplanowany przez Łukasza którego skoki to było marzenie. Nie będę się rozpisywał podsumuję tylko :

  • 72 godziny
  • 3 różne skoki ( 1 x Austria + 2 x Szwajcaria ) 
  • 2234 km przejechane 
  • 7 odwiedzonych krajów podczas jazdy (Czechy, Niemcy, Austria, Lichtenstein, Szwajcaria, Włochy)
  • około 6400 m przewyższeń. 

Aby nie powielać zdjęć wstawiam link do publicznego albumu ze zdjęciami na facebooku ( Facebook  ) A zainteresowanch innymi fotami zapraszam na mojego flickra :) ( Link po prawej )
Cały trip był mega zwariowany bardzo bardzo szybki :) Niestety większość rzeczy zwiedzialiśmy albo z samochodu albo zatrzymując się na oględziny i wio :)
Nie obyło się bez dziwnych rzeczy jakie zobaczyliśmy np :
W zasadzie nadal nie wiemy czy to taki preformance czy może jakieś święto szwajcarskie ale bardzo ciekawie to wygląda.








Znalezisko zostało pstryknięte w mieście Locarno, ale widzieliśmy podobe jeszcze w innych częsciach Szwajcarii.