Nie miałem więszkego planu na mój urlop, pomysł był tylko jeden aby rowerem pojechać nad morze :) Ale jak to bywa w życiu dobre plany zazwyczaj są mega spontaniczne. We czwartek dowiedziałem się, że w niedziele jadę do Zakopanego ( w którym jeszcze nigdy przez swoje marne dotychczasowe życie nie byłem , Tatr nie widziałem ) I tu kolejne 1000 pomysłow co robić, jechać nie jechać - co robić na miejscu? Rysy taaaaakkk pomyślałem to jest pomysł, wejść na Rysy szpan jak nic :P
No to co poczytałem w Internetach, że jak jesteś dupą tatrzańską, to nie ruszaj na Rysy bo to dość wymagająca góra, wystraszyłem się że nie dam rady :) Po przyjeździe który jest osobną historią, za sprawą obcokrajowca z którym przyszło mi podróżować.
Dzień wejścia - zakupy zrobione poprzedniego dnia :
- mała chałwa Wedla
- 2 batoniki musli Bakkaland
- mleko w tubce waniliowe
- izotonik oshee
- 1,5 l woda mineralna
- 2 banany
Pobudka 4:30 szybkie śniadanie makaron z warzywami i kurczakiem i w drogę.
Autobusem do Palenicy Białczańskiej stamtąd 10 km marszu na Morskie Oko , mijając przy okazji Wodogrzmoty Mickiewicza ( jedynym minusem tej trasy jest asfalt )

Wilgotoność sięga pewnie 90 % co razem z deszczem skutecznie utrudnia wspinanie, skały są bardzo śliskie. Przed bulą drogę odpuszcza jeden z chłopaków z Białegostoku do których dołączyłęm się na wysokości Czarnego Stawu. Chwilę dalej rezygnuje jeszcze jeden z nich. Zostajemy we dwójkę i wspinamy się dalej. Mijamy mało ludzi ( w zasadzie jakie świry w taką pogodę atakują Rysy ?! ).
Połowa sukcesu za mną :) Widoki niestety nie zrekompensowały mi wysiłku. Widoczność jak widać na załączonych zdjęciach skutecznie ograniczyła mgła , chmury i deszcz. Trzeba jeszcze zejść a kto biega w górach albo zdobywa górskie szczyty wie że 80 % wszystkich kontuzji oraz wypadków odbywa się przy zejściach i zbiegach. W dół mimo tego że skupienie jest większe , idzie się szybciej. Pogoda na dole na chwilę się poprawia , ale przy Czarnym Stawie znów zaczyna padać. Przy schronisku Morskie Oko rozstaje się z moim kompanem wspinaczki ( dzięki wielkie ! ). Dalej asfaltem idę już z przyjacielem Łukaszem w solidnej ulewie. Cała droga w obie strony zajęła mi 7 h 45 m co uważam za całkiem dobry czas biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne oraz mój pierwszy kontakt z Tatrami. Niżej prezentuję ślad GPS z całej wyprawy.Pozdrawiam i zachęcam do aktywnego wypoczynku! Szalom !


0 komentarze:
Prześlij komentarz