wtorek, 25 sierpnia 2015

Rysy 2499 m n.p.m.

Czyli jak udało mi się zdobyć najwyższy szczyt naszego kraju :)

Nie miałem więszkego planu na mój urlop, pomysł był tylko jeden aby rowerem pojechać nad morze :) Ale jak to bywa w życiu dobre plany zazwyczaj są mega spontaniczne. We czwartek dowiedziałem się, że w niedziele jadę do Zakopanego ( w którym jeszcze nigdy przez swoje marne dotychczasowe życie nie byłem , Tatr nie widziałem ) I tu kolejne 1000 pomysłow co robić, jechać nie jechać - co robić na miejscu? Rysy taaaaakkk pomyślałem to jest pomysł, wejść na Rysy szpan jak nic :P

No to co poczytałem w Internetach, że jak jesteś dupą tatrzańską, to nie ruszaj na Rysy bo to dość wymagająca góra, wystraszyłem się że nie dam rady :) Po przyjeździe który jest osobną historią, za sprawą obcokrajowca z którym przyszło mi podróżować.

Dzień wejścia - zakupy zrobione poprzedniego dnia :

  • mała chałwa Wedla
  • 2 batoniki musli Bakkaland   
  • mleko w tubce waniliowe
  • izotonik oshee
  • 1,5 l woda mineralna
  • 2 banany

Pobudka 4:30 szybkie śniadanie makaron z warzywami i kurczakiem i  w drogę.

Autobusem do Palenicy Białczańskiej stamtąd 10 km marszu na Morskie Oko , mijając przy okazji Wodogrzmoty Mickiewicza ( jedynym minusem tej trasy jest asfalt )



Chwila odpoczynku w schronisku bo deszcz zaczął padać mocniej i w dalszą drogę. Po Morskim Oku przyszedł czas na Czarny Staw pod Rysami i tu kończy się łatwa droga dalej jest już bardzo pod górę :) Chodź wspinaczna zaczyna się dopiero w okolicach 2100 metra. Po kilku minutach od minięcia buli pod Rysami zaczyna się ostra wspinaczka która towarzyszy mi już do samego końca. Pogoda jeszcze bardziej się pogarsza. Wieje silny wiatr, widoczność sięga maksymalnie metra i wciąż mży.
Wilgotoność sięga pewnie 90 % co razem z deszczem skutecznie utrudnia wspinanie, skały są bardzo śliskie. Przed bulą drogę odpuszcza jeden z chłopaków z Białegostoku do których dołączyłęm się na wysokości Czarnego Stawu. Chwilę dalej rezygnuje jeszcze jeden z nich. Zostajemy we dwójkę i wspinamy się dalej. Mijamy mało ludzi ( w zasadzie jakie świry w taką pogodę atakują Rysy ?! ).


 Połowa sukcesu za mną :) Widoki niestety nie zrekompensowały mi wysiłku. Widoczność jak widać na załączonych zdjęciach skutecznie ograniczyła mgła , chmury i deszcz. Trzeba jeszcze zejść a kto biega w górach albo zdobywa górskie szczyty wie że 80 % wszystkich kontuzji oraz wypadków odbywa się przy zejściach i zbiegach. W dół mimo tego że skupienie jest większe , idzie się szybciej. Pogoda na dole na chwilę się poprawia , ale przy Czarnym Stawie znów zaczyna padać.  Przy schronisku Morskie Oko rozstaje się z moim kompanem wspinaczki ( dzięki wielkie ! ). Dalej asfaltem idę już z przyjacielem Łukaszem w solidnej ulewie. Cała droga w obie strony zajęła mi 7 h 45 m co uważam za całkiem dobry czas biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne oraz mój pierwszy kontakt z Tatrami. Niżej prezentuję ślad GPS z całej wyprawy.
Pozdrawiam i zachęcam do aktywnego wypoczynku! Szalom !



0 komentarze:

Prześlij komentarz